Rozmowa prowadzona między 5 a 7 PM


„Rozmowa między 5 a 7 PM”


Czas wydarzenia: „Między 5 a 7 PM”
Rzecz się dzieje w kraju, do którego młodzi Polacy przybyli kilkanaście lat temu, aby realizować młodzieńcze marzenia o materialnym sukcesie. Po paru latach wypełnionych ciężką pracą ich dom opuściły dzieci wychowane na emigracji.
W obszernym pokoju rozmowę prowadzą dwie osoby, kobieta i mężczyzna w średnim wieku. Z radia ustawionego w pokoju słyszymy piosenkę „Czesiek wyjeżdżał tak na chwilę, Basia machała mu chusteczką, garnitur ze spółdzielni Przyszłość, a w ręku bagaż w chudej teczce”.

Marcin - Wyłącz to radio, nie mogę ciągle słuchać tej samej piosenki.
Ewa – Ta piosenka opowiada o naszej odysei...
Marcin - ale to nie ja byłem pomysłodawcą tej - ucieczki, jak to nazwał nasz syn. Kilka godzin lotu i możemy wrócić do domu, do ciągle naszego mieszkania, w którym obcym ludziom urodziło się dwoje dzieci...
Ewa - …a my tu własne dzieci przywieźliśmy jako emigracyjny bagaż ?
Marcin -… To ty pisałaś nasz życiorys, obywatelko świata?

Ewa - Według twojej teorii to naszą historię tworzy przypadek...
Marcin - Nasze spotkanie musiało być wyjątkowym zbiegiem okoliczności
Ewa - Nigdy nie przypuszczałam, że tak to się wszystko skończy...
Marcin - Co się kończy? To, że świat wszedł w okres recesji, to jeszcze nie koniec świata...
Ewa – Ciebie z radia nie zwalniają, ty zrobiłeś tutaj karierę radiowej papugi…, która nie wierzy w to, co mówi?
Marcin - ale ty z tego mojego gadania żyjesz...
Ewa – Odczytywanie tekstów agencji informacyjnych, to jest dobra metoda, żeby zagadać własną bezsilność…
/dzwoni telefon /
Marcin - Odbierz ten telefon...
Ewa – Odbierz go sam. Mam dość tych telefonicznych reklam, z których rozumiem piąte przez dziesiąte.
Marcin - Nie sprawdziłaś nawet, kto to dzwonił...
Ewa – Mam dość tych samych reklam. Nie mogę uwierzyć, że ty miałeś dawniej polityczne ideały, marzenia, pomysły na ciekawe życie... co z tego zostało. Sprawnie wchodziłeś w kolejne jakubowe buty.
Marcin - A ty miałaś i zadatki na poetkę... i ogromną energię
Ewa - Ty jednak się szybko starzejesz, gadasz jak...
Marcin - jak kto?
Ewa - … jestem zmęczona, nie chcę kolejnej kłótni…
Marcin - Nie mogę uwierzyć, że te lata tak szybko nam pouciekały...
Ewa - Może tobie te lata tak szybko uciekały, dla mnie się one wlekły. Odkąd wyjechaliśmy nigdy nie miałam własnego domu. Te kilka przeprowadzek pozbawiły mnie złudzeń, że stworzymy na emigracji dom, w jakim się wychowałam.
Marcin - Ty te dwa pokoje z kuchnią w bloku, które mieliśmy w Polsce nazywasz domem?
Ewa - Z perspektywy naszego, wynajętego „apartamentu”, to tamten w Polsce był domem, który wydawał się moim własnym domem, po wieczne czasy.
Marcin - Ty ciągle żyjesz w matrixie. Poprzednie nasze mieszkania może nie były zbyt luksusowe, ale to, gdzie teraz mieszkamy, nie różni się od mieszkań naszych znajomych w Polsce.
Ewa – W czasie naszego tutaj pobytu przeprowadzaliśmy się kilka razy, zmuszani przez kolejnego właściciela „naszego” apartamentu, który sprzedawał dom razem z nami…, a nowy właściciel podwyższał nam czynsz, więc szukaliśmy nowego mieszkania.
Marcin – dzieci się wyprowadziły, więc niepotrzebne są nam dwie sypialnie.
Ewa - Nie wiem, co się ze mną dzieje. W czasie wolnym między 5 a 7 wieczorem napada na mnie jakiś głupi lęk. Próbuję nad nim zapanować, ale on się zawsze pojawia w tym czasie. Kiedy jadę wieczorem do pracy to prześladuje mnie podejrzenie, że w tym czasie zastępuje mnie w domu twoja radiowa kochanka.

Marcin – prosiłem cię, idź do lekarza i jemu to opowiedz.

Ewa - Ja w Polsce nigdy się nie bałam. Te dwie prace, jakie tu ciągnę od paru lat, to lekka przesada. W dzień księgowa, a wieczorem sprzątaczka... w biznesie właściciela twojego radia, którego żonę uwodzisz, jak mówią twoi koledzy.
Marcin – Ciągle wracasz do tej samej plotki. Gdybyś uczyła się języka, to by cię zatrudnili w poważnej firmie, a tak to jesteś skazana na dwie prace...
Ewa - a kiedy się miałam uczyć języka, dzieci musiałam wychowywać, nasze dzieci. Ten słowiański akcent tak mnie stresuje...

Marcin - co się z tobą dzieje? Poważnie mówię, zaczynam się martwić o ciebie…gdzie się podziała twoja życiowa energia?

Ewa – było minęło …
/ dzwoni telefon /
Marcin - odbierz ten telefon…
Ewa - zaraz wychodzę, nie mam czasu na głupie rozmowy...
Marcin - to ja jednak odbiorę ten telefon...
/ podchodzi do telefonu i czyta informację na wyświetlaczu /
Marcin - to dzwoni szpital…
Ewa - nie odbieraj tego telefonu, ja do nich jutro zadzwonię.
Marcin - a co się stało?

Ewa - Nic wielkiego… Nie chcę dzisiaj z nikim rozmawiać…
Marcin - Czego się obawiasz?
Ewa - Nie chcę dzisiaj znać wyniku mojej biopsji...
Marcin - Nic mi o tym nie mówiłaś.
Ewa – Dzisiaj nie chcę nic wiedzieć, to może poczekać. Ty mi w tym nie pomożesz...
Marcin - O czym ty mówisz, to jest dla nas ważna informacja, to może uratować twoje życie…
Ewa - Może przyszedł wreszcie czas na zmianę ról. Może wreszcie ty będziesz mi potrzebny?
/ Paweł podchodzi to telefonu /
Ewa - Gdzie dzwonisz, zabraniam ci dzwonić do szpitala…
Marcin - Dzwonię do dzieci, one muszą dowiedzieć się, co się stało
Ewa - Nic nie muszą wiedzieć, one zupełnie straciły z nami kontakt
Marcin - To się tylko tobie tak wydaje. Jesteśmy dalej rodziną, chociaż opuściły nasze mieszkanie.
Ewa - Czy ty udajesz głupiego? My nie mamy z nimi żadnego uczuciowego kontaktu. One się nas wstydzą, a my ich nie rozumiemy
Marcin - Kogo się wstydzą, mnie się wstydzą? Przesadzasz …

Ewa - Czy ty znasz znajomych własnych dzieci, ich kolegów, ich kochanków. Ich całe otoczenie mówi innym językiem, który rozumiemy, a którego nie znamy. Oni poruszają się w innej chmurze, która jest nam całkowicie obca…
Marcin - Demonizujesz proste sprawy. Gadasz jak poeta. Dzieciaki muszą wiedzieć o twojej chorobie.
Ewa - Samo nazywanie ich dzieciakami doprowadza mnie do szaleństwa. Czy ty widziałeś swoją córkę w najnowszym tatuażu. Ona mieszka z koleżanką, prawdopodobnie w związku lesbijskim, o którym ona nie chce z nami rozmawiać …
Marcin - Bzdury wygadujesz, Zośka jest normalna, tylko trochę udziwniona. Jak wszystkie dziewczyny w jej wieku.
Ewa - Nie nazywaj ją Zośką. Ona zmieniła nazwisko i imię, kiedy brała nowe obywatelstwo, o tym również nie wiesz, czy udajesz?
Marcin - To jest jej sprawa. Chce tu mieszkać i żyć, więc tak jest dla niej lepiej …
Ewa - ale ona w ten kraj wtopiła się bez reszty, na nas w tym nowym krajobrazie nie starczyło już miejsca...
Marcin - A co z Michałem? Czy on według ciebie również jest dla nas stracony? On jest człowiekiem sukcesu, młodym 30 letnim milionerem.
Ewa - Sama nie wiem, co o nim myśleć. To jest pełny odlot. Brat i siostra, nazywają się inaczej niż rodzice. Każde nazywa się inaczej. Rodzice są z innego świata, a dzieci udają tubylców w obcym dla nas kraju.

Marcin - Jednak trzeba ich poinformować.


/ podchodzi do telefonu i próbuje połączyć się z synem /

- szlag mnie trafia z tymi telefonami do niego, nigdy nie odbiera telefonu od razu. Oddzwania po kilkunastu minutach. Od kiedy zarobił ten pierwszy milion, on traktuje mnie jak ubogiego krewnego.

Ewa – Ty jednak masz kompleksy. Nie tak sobie wyobrażałam tę naszą emigrację. Kiedy tu przyjechaliśmy, nasze dzieci kończyły podstawówkę. Według twoich rad to był ostatni termin, aby ich adaptacja w nowym świecie przebiegała bez problemowo…

Marcin – To ty wymyśliłaś ten wyjazd. Ty zawsze pamiętasz to, co chcesz pamiętać.
Ewa - Czy to ma być nasza ostatnia rozmowa przed rozwodem, a może przed moją śmiercią …

Marcin - A kto ci powiedział, że ty jesteś chora?

Ewa - Nie udawaj naiwnego. Ty wiesz i ja wiem, że nie będzie ze mną wesoło za parę tygodni. Widziałeś Marysię po chemii.

Marcin - Minęło już parę lat i nie ma u niej nawrotów choroby. Ona jest teraz wspaniałą kobietą, o wiele ciekawszą niż dawniej.

Ewa - Sugerujesz, że ja taką będę po chemii?

Marcin – Nic nie sugeruję, to ty już wiesz, co ja sugeruję, co ja myślę, co myślą nasze dzieci. Nawet wiesz, co myśli twój lekarz, który nawet nie zna wyników twojej biopsji.

Ewa - Oj widział mnie i to parę razy, ale ja tobie tego nie mówiłam.
Marcin - Bo my ze sobą nie rozmawiamy od lat. My obmawiamy naszych znajomych. To emigracyjne getto sprowadza nasze znajomości do kilku osób, które się nawzajem obgadują …

Ewa - Ty nawet nie wiesz, gdzie w tej chwili są nasze dzieci? Co one robią, z kim przebywają, o czym myślą? Jakby były na drugiej, ciemnej stronie księżyca, a one mieszkają w tym samym mieście.

Marcin - To prawda. Ja nie miałem pojęcia, jakie problemy stworzyła nam emigracja. Po kilku latach dzieci odlatują z domu, a my pozostajemy na ziemi niczyjej. To, co łączy rodzinę we własnym kraju, to przeszkadza na emigracji.

Ewa - My nawet nie czytamy książek w języku naszych dzieci…

Marcin - Pamiętasz jak Nela się za nas wstydziła na jej graduacji. Kiedy jej koleżanki chciały być sympatyczne i zadawały nam pytania grzecznościowe, to ona im za nas odpowiadała, wyprzedzając nasze jąkanie.
Ewa - A co będzie z naszymi wnukami? One już zupełnie nie będą częścią naszej rodziny. Nasze rodziny przetrwały rozbiory Polski, ale nie przetrwają „sukcesu” wielkiej gadżetowej emigracji.

Marcin - To nie tak miało wyglądać… gdy oglądam naszą wytatuowaną Zośkę, to mnie boli własna skóra...

Ewa - Nie udawaj naiwnego, ona nie mieszka z koleżanką, tylko z kochanką. Niby szuka oszczędności w opłatach za rent. Ona jest już częścią tego nieszczęścia, jaką będzie brak rodziny...

Marcin - Ona nie ma żadnych złych doświadczeń. A ty skąd ty to wiesz?

Ewa - Sprzątam w domach bogatych lemingów, które są puste, bez dzieci, ale bogate w osobiste tragedie.
Marcin - Dlaczego o tym wcześniej nie rozmawialiśmy?

Ewa - Bo ty jesteś tchórz i pływak po prywatnym bajorku właściciela twojej stacji radiowej. Jako student chciałeś być dysydentem, a zostałeś konfidentem mediów głównego ścieku, gadasz jak papuga wynajęta do powtarzania frazesów…
Marcin - Jak się okazuje, ciebie również nie znałem. Jak to się stało, że bezkompromisowa kobieta, z charakterem, wychowała dwoje libertyńskich dzieciaków, które opuściły jej dom rodzinny w poszukiwaniu przyjemności?


Ewa - Dzieci wychowują rówieśnicy. One nie chciały poznać naszego języka i kultury rodziców. W pierwszym pokoleniu emigrantów, każdy dom rodzinny jest schizofreniczny… dokładnie tak samo, jak twoje media, które uczą zarobkowych emigrantów miłości do starej ojczyzny.

Marcin - Gdybyś to powiedziała w mojej stacji, to by to była twoja ostatnia wypowiedź publiczna.

Ewa – w twojej stacji radiowej rządzi twoja kochanka, to ona odsłuchuje programy waszego radia i wam wystawia oceny.

Marcin – tę plotkę to ja słucham już kolejny raz…

Ewa - Przynajmniej w domu jesteś szczery. Jednak ty akceptujesz to rozdwojenie jaźni? Jutro pójdziesz do pracy, gdzie będziesz odczytywał informacje agencyjne, przygotowane przez jeszcze większych cyników niż ty.
/ Paweł podchodzi do telefonu i próbuje zadzwonić do syna. Odkłada słuchawkę /
Marcin - czy on znowu zgubił telefon, czy nie odbiera telefonu, żeby przy kolegach w pracy nie mówić po polsku… Wracając jednak do twoich problemów ze zdrowiem, mam w Polsce kolegę z liceum, który jest znanym onkologiem.
Ewa - Prawdopodobnie myślisz o Mateuszu, który również emigrował do Australii, o czym poinformował nas w kartce świątecznej z Nowej Zelandii.
Marcin - nie czytam kartek świątecznych…

Ewa - bo ty tylko czytasz tabloidy. Później tymi zabawnymi życiorysami i przygodami celebrytów, bawisz słuchaczy radia. Taka porcja bzdury jest codzienną dawką kultury w tych „wolnych mediach”.
Marcin – Jesteś pewna, że Mateusz wyjechał do Australii?

Ewa - Polska to kraj obywateli kochających ojczyznę z daleka. Płaczemy nad losem kraju, który dobrowolnie opuściliśmy…

Marcin - Z daleka widać lepiej …

Ewa - Szczególnie ty krótkowidzu, widzisz lepiej z daleka…

Marcin - Trochę się zagalopowałaś. Prowadzimy dziwną rozmowę w czasie, kiedy dowiedziałem się o twojej chorobie.

Ewa - Każda chwila jest dobra, z wyjątkiem tej, kiedy jutro będę odbierała wynik mojej biopsji.

Marcin - dzisiaj możesz się dowiedzieć …

Ewa -… Ja na nic nie mam czasu. Nawet nie miałam dostatecznie dużo czasu, żeby siebie poznać, bo pracowałam na dwie zmiany...
Marcin - co się z tobą dzieje, skąd ta agresja?

Ewa - bo mnie dzieci opuściły i poszły doświadczać samotności w tej wymarzonej przez ciebie zachodniej cywilizacji…

Marcin – miałaś dostatecznie dużo czas, żeby to zmienić.
Ewa - czekałam, aż ty to zaproponujesz, ale ty się świetnie czułeś w tej robocie lżejszej niż sen, która sprowadza się do czytaniu cudzych tekstów napisanych przez nowych czynowników.

Marcin - co się z tobą dzieje, teraz mamy ważniejszy problem

Ewa - mam tego wszystkiego dość, mój ty kochany mężczyzno.
Od lat wracam z pracy słuchając w samochodzie twojego radia. Słucham tych medialnych transwestytów, przebierańców, których prywatne poglądy polityczne poznałam w czasie imieninowych libacji. To jest naprawdę bardzo kobiecy zawód, który zmusza mężczyzn do wygłaszania bredni w radio. Na domowej imprezie jesteście żałośni, kiedy kpicie ze słuchaczy po kilku kieliszkach wódki.

Marcin - ale ty, to do tej pory tolerowałaś… zalety mojej pracy doceniałaś przez wiele lat. Krótki pobyt poza domem… w czasie pracy mogłem odbierać dzieci ze szkoły? O tym teraz zapomniałaś?

Ewa - … nie słyszysz dzwonka, otwórz drzwi, idzie twoje kochane dziecko

/ Adam otwiera drzwi, przez które wchodzi młoda kobieta, w tatuażach, kolczykach i egzotycznych ozdobach.
Ewa odwraca się i wybucha płaczem /

Nela - znowu się kłóciliście?

Marcin - dlaczego znowu, my kłócimy się bardzo rzadko…

Nela -…ja nigdy nie widziałam mamy płaczącej. Ty płakałeś po śmierci twojej matki, ale mama nigdy nie płakała.

Marcin – przypominam ci, moja matka była twoją babką …

Nela - ja nie pamiętam mojej babki, nigdy mnie do niej nie zabrałeś …
Marcin - nasze wszystkie oszczędności były przeznaczone na opłacanie waszych szkół.

Nela - Mamo powiedz mu, żeby mnie nie prześladował…

Ewa -…co ty z sobą zrobiłaś? Jak ty wyglądasz…

Nela - … i ty dzisiaj przeciwko mnie? Co się wydarzyło, że mnie w ten sposób witacie?
Ewa - a co się miało wydarzyć?

Nela – za każdym razem, kiedy do was przychodzę widzę u was rosnący niepokój, o co chodzi?

Ewa – myślisz, że nie mamy powodów do niepokoju? My naprawdę niewiele wiemy, co ty robisz, co ty lubisz, gdzie pracujesz? Nie przychodzisz do nas z kolegami. Twoje koleżanki po kilku minutach wymiany zdawkowych komplementów milczą. Nie zapraszasz nas do swojego mieszkania, które dzielisz ze swoją koleżanką. Jak widzisz są powody do zmartwienia.

Nela - … a ja myślę, że jest jeszcze coś innego, coś was dotyka osobiście. Czy znowu wrócił ten odwieczny temat, wracać, czy nie wracać do Polski?

Marcin - …ja myślałem, że przyjechaliśmy tu dla waszego dobra…

Nela – ja nie żałuję, to wy ciągle narzekacie, żyjecie w kulturowym getcie, czy ja mam do was dołączyć, czy próbować żyć na własny rachunek?

Ewa – nikt ci tego nie zabroni …jesteś w tym nowym świecie całym ciałem, pełnym tatuaży, kolczyków i… znaków runicznych…

Nela – przychodzę do was raz na kilka tygodni, ale nie po to, żebym słuchała tych przestróg

Marcin - chyba jesteśmy rodziną? Powinnaś tu przychodzić częściej, bez pytania i bez proszenia…

Nela – nie mogę tego słuchać, czy chcecie mnie zawiadomić o waszym rozstaniu, czy o decyzji powrotu do Polski, o czym wspominałeś w czasie przypadkowego spotkania ze mną w kinie?

Ewa – / zwracając się do męża / nic mi o tym nie mówiłeś, to ty chodzisz do kina beze mnie i to w tym czasie, kiedy wysyłasz mnie na dodatkowe sprzątanie?
Marcin – byłem z kolegami z pracy …

Nela - nie kłam, z wami były także kobiety. Kiedy mnie zobaczyłeś, byłeś bardzo speszony i zupełnie bez sensu zacząłeś mówić o powrocie do Polski.

Paweł - ale teraz nie o tym chcieliśmy z tobą porozmawiać, to poważniejszy temat od mojej kinowej randki…

Ewa – ja nie chcę o niczym rozmawiać …

Nela - / do matki / czyżbyś była zazdrosna o to kino?

Ewa - o nic nie jestem zazdrosna, może jestem zazdrosna o twój brak problemów…

Nela - ty zawsze mnożyłaś problemy i je wyszukiwałaś...

Ewa - a wreszcie problem sam mnie znalazł, bez szukania…

/ rozmowę przerywa nerwowe pukanie do drzwi, do mieszkania wchodzi starszy mężczyzna, dobry znajomy Pawła /
Marcin - Co cię sprowadza emigracyjny poeto?

Poeta – Otrzymałem z drukarni mój tomik wierszy, przyniosłem wam to dzieło, które zmieni losy świata.

Marcin – a w ilu egzemplarzach wydane jest to arcydzieło?

Poeta – w czterystu egzemplarzach, jak czterysta batów…

Marcin – twój optymizm jest imponujący…

Poeta – przeczytam wam kilka wierszy…

Nela – przepraszam, ale ja jestem umówiona z koleżanką, muszę was pożegnać.

Poeta – szkoda, bo ja to piszę dla młodych Polaków … przeczytam wam tylko moją modlitwę do człowieka. Ja teraz się modlę do ludzi nie do Boga

Nela - może następnym razem posłucham tych wierszy

Ewa - / do Neli / Gdzie ty spędzasz całe dnie?
Na poszukiwaniu pracy?

Nela – do zobaczenia, baj, baj...

Ewa - /zwracając się do męża / - tak wyglądają nasze rodzinne związki. Obawiam się, że jej lektury kończą się na face book, gdzie koleżanki dzielą się receptami na ciasteczka z marihuaną i zamieszczają zdjęcia z randki w ciemno.

Poeta – a ja myślę, że nie jest tak źle. Sukces waszego syna, przeczy waszym poglądom. Znam kilku młodych Polaków na emigracji, którzy świetnie sobie radzą w tym nowym dla nas świecie… Nie chcecie słuchać moich wierszy, więc wracam do pracy na noc. Alarm się popsuł i ja dzisiaj robię na cmentarną zmianę.

Marcin – chętnie bym posłuchał twoich wierszy. Nie mogę cię zaprosić do naszego radia, bo czas to pieniądz, a każda godzina emisji musi się zwrócić, chyba, że znajdziesz sponsora?

Poeta – sam się sponsoruję swoją ciężką pracą... do zobaczenia.
Jednak wam przeczytam jeden wiersz. Piszę w nim o was, emigrantach chorujących na rozdwojenie kulturowe naszej emigracyjnej jaźni.
Nostalgia

Zamyślam się
i mnie tu nie ma
ja jestem znowu tam
gdzie czarna sosna śpiewa
ja to słyszałem sam
gdzie las jest jak kołyska
najczulsza jaką znam
a polska wierzba sięga
nitkami aż do gwiazd
gdzie domy zasypiają
o zmierzchu pośród łąk
tworząc z nich układankę
jak płatki tworzą pąk
...czy ja ich tam odnajdę
czy zetrze ich na proch
szaleństwo globalizmu
internetowy trąd
gadżety
bankomaty
gangsterzy
politycy
kombinatorzy giełdy
żebrzący ulicznicy
...czy już nikt nie da wiary
że kraj ten był Ojczyzną
a został rynkiem zbytu
z unijną wręcz pańszczyzną…
/ w pokoju zapada cisza /
/ poeta, opuszcza mieszkanie /

Marcin – nasz sąsiad sam ze sobą nie może sobie dać rady, a zamartwia się Polską?
… ta Wielka Emigracja, po Powstaniu Listopadowym, musiała wyglądać trochę bardziej dostojnie? Książęta, Hotel Lambert i te polonezy na balach...

Ewa - a ja myślę, że było jeszcze gorzej niż to sobie dzisiaj wyobrażamy. Arystokracja dostawała pieniądze od rodzin pozostałych w Polsce pod zaborami, a reszta klepała biedę… tak jak w tym wierszu Słowackiego, gdzie nasi poprzednicy zbierają grosze do cynowej miski...jak ty sobie poradzisz finansowo z moim pogrzebem?

Marcin – mam przeczucie, że to ty mnie pochowasz, paląc na stosie. To na ciebie spadnie obowiązek zbierania pogrzebowych datków.

Ewa - Ty sobie dobrze radzisz ze zbieraniem pieniędzy na pogrzeby. To jest stałe zajęcie polonijnego radia. Wczoraj zbieraliście na pogrzeb kolegi, którego żona nie ma pieniędzy nawet na kremację zwłok…

Marcin – Każdemu mogło się to przydarzyć…

Ewa - …to jest wynalazek na miarę sukcesu styropianowej rewolucji, czy ty nie masz odruchu wymiotnego, jak w tym radio bredzisz o sukcesach transformacji.

Marcin – wyborcy to akceptują, demokracja to dyktatura większości

Ewa - ale wy z polityki i historii robicie propagandowy komiks

Marcin - nie będziemy ciągle wracać do sposobu zarabiania pieniędzy w lokalnej rozgłośni, tyle razy to sobie wyjaśniliśmy, ja już nic innego nie potrafię robić. Mam wrócić na roboty na dachu, tak jak tu zaczynałem na początku

Ewa - teraz ja nie daję sobie rady z sobą… wyobraź sobie, że jadąc dzisiaj z pracy zastanawiałam się, gdzie mnie masz pochować i dlaczego Miłosz kazał się pochować na Skałce? Ja nigdy o tym wcześniej nie myślałam

Marcin – nie wygłupiaj się…

Ewa - a ty, co dla mnie wybierzesz, w jakim obrządku mnie pochowasz. W radio jesteś katolikiem, w domu agnostykiem, a dla kolegów ateistą?

Marcin - co cię dzisiaj napadło, Marysia miała guza w piersi, tak wielkiego, że ściskała go stanikiem, żyje do dzisiaj.

Ewa - dlaczego nasz syn nie dzwoni do nas…

Marcin - nie dzwoni całymi tygodniami i to ci nie przeszkadzało, a dzisiaj uważasz to za katastrofę?

Ewa - bo dzisiaj, to nie jest wczoraj …

Marcin – jestem pewny, że wynik twoich badań będzie dobry…

Ewa - cały świat zwariował, czy ty tego nie widzisz? To przez takich jak ty obłudników i cyników, którzy co innego mówią, co innego myślą. Ty na pewno masz kochankę. Każdy „medialny pies” ma kochankę. Wam tylko w głowie seks i latanie po darmowych przyjęciach.

Marcin – uspokój się…

Ewa - kiedyś trzeba dokończyć rozmowę, którą dawno temu zaczęliśmy. Czy pamiętasz, jakie ty miałeś poglądy na studiach? A co ty teraz gadasz? W stacji, która jest własnością sybaryty, który nawet z tobą nie rozmawia, bo on wie, że ty uprzedzasz jego myśli i będziesz mówił tak jak on chce. On może na ciebie liczyć, bo ty jesteś jego posłusznym jęzorem.

Marcin – opanuj się, co to ma wspólnego z naszymi problemami? Miałaś dostatecznie wiele lat, żeby ze mną rozmawiać na każdy temat. Dlaczego starasz się mnie upokorzyć, co ja jestem winien? Mam iść do spowiedzi? To nie ja stworzyłem ten świat. Jak twoja matka została w Polsce sama, to znajdowałaś dla siebie usprawiedliwienia, pozostając za granicą. Dzisiaj jesteśmy w bardzo podobnej sytuacji. Będziemy tutaj sami chorować, tak jak samotnie starzeli się w Polsce nasi rodzicie. My opuściliśmy ich, nasze dzieci opuściły nas…
/ pukanie do drzwi, wraca poeta /

Poeta – Nie zamykacie drzwi. To bardzo dobry zwyczaj. W moim bloku w Polsce, w czasach przed styropianowych, nikt nie zamykał drzwi na moim piętrze. Pewnego dnia, późnym wieczoru, kiedy wracałem w stanie wskazującym na spożycie, wszedłem do lokatorki piętro niżej i w ubraniu położyłem się spać w jej sypialni, kiedy ona oglądała telewizję w innym pokoju. Kiedy mnie obudziła byłem mile zaskoczony… Ona nie wezwała policji, takie to były czasy… Co się wam stało? Nie bawią was moje wspomnienie? Wróciłem do domu, nie będę spał w firmie. Włączyli alarm, więc mogę spać we własnym łóżku.

Ewa – dobrze, że wpadłeś, napijesz się kawy?

Poeta – zapomniałem wam powiedzieć, umiera Anka. Podobno tutaj kobiety chorują trzy razy częściej na raka, niż ich rówieśnice w Polsce.

Marcin – może zmienimy temat. Masz nieaktualne informacje, teraz nie ma różnicy między Polską, a resztą cywilizowanego świata. Chorujemy tak samo często.

Poeta – chyba przyszedłem w nieodpowiednim momencie?

Ewa – przyszedłeś w ważnym momencie. Właśnie rozmawiamy o najważniejszych problemach, o których się latami milczy…

Poeta – A jakie to są dla was najważniejsze sprawy?

Ewa – to jest zgodność naszych młodzieńczych poglądów z ich realizacją po latach klęsk i kompromisów.

Poeta – to jest raczej powód do śmiechu przez łzy...

Marcin – albo do subtelnego milczenia, niewielu to się udaje, ale dlaczego mamy sobie wypominać wspólne grzechy?

Ewa - bo ja mam tego wszystkiego dość, mam ochotę krzyczeć i szukać winnych, którzy mnie wysłali na emigracje z daleka od mojej siostry, od mojej mamy, od moich przyjaciół.

Poeta – patrząc na was z mojego poetyckiego podwórka, to wam się udało. Znajomi wam zazdroszczą samodzielnych dzieci, waszej pozycji w naszym polskim getcie.

Marcin - daj sobie spokój z komplementami, my właśnie zaczynamy rozmowę po dwudziestoletnim milczeniu.
Poeta – masz rację, to ja spadam, mówiąc językiem naszej młodości

/ poeta opuszcza mieszkanie /
Marcin - dlaczego ty go mieszasz w nasze sprawy. Janek od lat jest na silnych prochach antydepresyjnych i w każdej chwili grozi mu powrót na ten „lodowiec emocji”, jak on to wzniośle nazywa.

Ewa – życie mnie również nie oszczędzało, mam umierać bez świadków?

Marcin - bo ty jesteś, no może byłaś, silną kobietą, a on roztrzęsionym i delikatnym poetą.

Ewa – mam dość bycia silną kobietą. Wasza męskość sprowadza się do odwagi palenia Maryśki w tajemnicy przed właścicielem biznesu.

Marcin – kompletnie zwariowałaś. Co to ma wspólnego z naszymi obecnymi problemami i twoim zdrowiem?

Ewa – a co ty wiesz o moim zdrowiu? Czy ty, nie zdawałeś sobie sprawy z ciężarów obowiązków, jakie spadają na matki, które wychowują dzieci na emigracji zarobkowej? Od nikogo nie mogą oczekiwać pomocy, ani ze strony rodziny, ani ze strony przyjaciół, którzy również są samotni

Marcin - jeżeli ty uważasz, że ja ci nie pomagałem, to lepiej dzisiaj zakończymy naszą rozmowę. To codzienne obowiązki zrobiły ze mnie dziennikarskiego kabotyna. Po dziesięciu latach pracy jestem głupszy od tego Pawła, który tu przyjechał wiele lat temu. Coś za coś…

Ewa – nie mogę tego sobie wyobrazić, dzisiaj ja jestem tu, a gdzie ja będę jutro?
Marcin – jutro będziemy w tym samy miejscu, co dzisiaj.

/dzwoni telefon, Paweł podnosi słuchawkę i informuje żonę – to Mike/
Marcin /do słuchawki telefonu/ - gdzie jesteś, dlaczego nie odpowiadasz na telefony?
/Zwracając się do Ewy po odłożeniu słuchawki - on zaparkował pod naszym domem i telefonicznie nas uprzedza, że wchodzi na górę.
/ wchodzi Mike /

Mike /Michał/– te wasze drzwi, zawsze otwarte, to prowokowanie nieszczęścia.

Marcin – gdzie zostawiłeś żonę? Dlaczego ona nas tak rzadko odwiedza?

Mike - bo wy nie rewanżujecie się odwiedzaniem nas. Co się u was dzieje? Dzwoniła do mnie Nela, przerażona waszą kłótnią.

Ewa – my się nigdy nie kłócimy, nie mamy czasu…

Mike - /zwracając się do matki/ - dlaczego ty tak ciężko pracujesz?

Ewa - bo my nie zarabiamy tyle, co ty. My wpadliśmy w dołek, w którym trudno związać koniec z końcem.

Mike – wy dajecie sobie radę, a duże pieniądze, jakie zarabiam, to oddzielny temat. Rozmawialiśmy o tym klika miesięcy temu.

Marcin – /zwracając się do żony/
dlaczego ty mnie poniżasz przy moim synu, kolejny już raz mówiąc o jego dużych zarobkach, które ustawiają mnie w roli niezdary, niezdolnego do utrzymania rodziny?
Ewa – przepraszam cię kochanie, ta rozmowa nie była o tobie…

Marcin – to naprawdę robi się dramat. W czasie naszych spotkań z synem ja jestem tym życiowym nieudacznikiem, a ja się nim nie czuję…
Mike – uspokójcie się, po co mnie wzywaliście?

Marcin – /zwracając się do Ewy/– proszę powiedz mu, dlaczego ja do niego dzwoniłem.
Ewa – ja nie wiem, dlaczego ty do niego dzwoniłeś, to ty dzwoniłeś, a nie ja dzwoniłam.
Marcin – teraz widzisz Mike, jaki jest wpływ sukcesu materialnego na dobre samopoczucie kobiet
Ewa – kochany Michasiu, nie rozstrzygniemy dzisiaj żadnego problemu, ty skaczesz po górach, a ja …
Mike – wy naprawdę żyjecie w innym wymiarze. Kontakty biznesowe tubylcami są o wiele łatwiejsze. Kiedy wracam do polskiej dzielnicy, to jakbym przechodził na drugą stronę fosy wypełnionej narzekaniami. Ja mam bardzo mało czasu na prywatne rozmowy.
Marcin – te prywatne nasze rozmowy dopiero na nas czekają…
Mike – to dlatego mnie wezwaliście?
Ewa- rzadko cię widzimy, czy to nie wystarczający powód?
Mike – ale ja dzisiaj miałem bardzo ciężki dzień. Mój teść jest starszy od was i brał dzisiaj pierwszą chemię. Ma raka jelita grubego. Ta wiadomość zmieniła go nie do poznania. On dzisiaj zupełnie nie przypominał tego silnego faceta, którego poznaliście na moim ślubie. On się psychicznie rozpadł. Przy całej naszej rodzinie przyznał się do homoseksualizmu. Płakał, histeryzował. Podobno to był epizod w czasie jego studiów na uniwersytecie. On swoją chorobę przyjmuje jako pokutę za grzechy młodości. Płacząc, ostrzegał nas przed skutkami seksualnych eksperymentów, pełna konsternacja.
Ewa – /po krótkim milczeniu/… to prawdziwy dramat, jak wy sobie dacie z tym radę? Co będzie z firmą, którą on stworzył?
Mike – o firmie nikt nie mówił. On ma problem ze sobą. Co będzie z jego męskimi, politycznymi poglądami, z jego zewnętrzną religijnością, którą deklarował publicznie? Świat mu się zawalił, on do dnia dzisiejszego ukrywał swoją chorobę. Sam się leczył u znachora.
Ewa – Przepraszamy cię Mike za ten telefon, który cię sprowadził do nas dzisiejszego popołudnia…
Mike – Mam wrażenie, że ukrywacie powód mojego tutaj wezwania. /Zwracając się do ojca / Czy ty nie jesteś chory?
Marcin – według twojej mamy, to od lat jestem chory mentalnie, będąc w stałym konflikcie z własnym sumieniem, kłamiąc własnych słuchaczy.
Mike – nie wiem, czy okłamywałeś swoich słuchaczy, bo ja nigdy nie słuchałem twojego radia.
Ewa – / do męża / słyszałeś co mówi twój syn. Mike i jego koledzy z polskiego getta nigdy nie słuchali twojego radia.
Mike – my słuchaliśmy muzyki naszej generacji…
Ewa - / do męża / to do kogo ty mówiłeś przez tyle lat? Dzieci imigrantów zarobkowych cię nie słuchały.
Marcin – Ja mówiłem do imigrantów politycznych z mojej generacji…
Ewa – mówiłeś do pokolenia „Kolumbów zarobkowych”, a nie politycznych
Marcin - / do żony / skąd ten sarkazm, powtarzam kolejny raz, to ty wymyśliłaś tę wycieczkę na całe życie.
Mike – muszę wracać do domu, musicie się zdecydować, jaki był powód wezwania mnie do was. Może potrzebowaliście świadka tej kłótni?
Ewa – jedź do domu, nie było powodu wezwania ciebie w tym dniu, tak ciężkim dla ciebie.
Mike – Muszę was z góry przeprosić, ja powinienem przyjechać wcześniej i z wami porozmawiać. Moja siostra może już jest narkomanką. Koleżanka Neli poinformowała mnie, że Nela sama zrezygnowała z leczenia odwykowego. Zapłaciłem za jej kurację, dzwoniłem do niej i namawiałem, aby jednak się leczyła, ale ona twierdzi, że sama da sobie radę. Mam nadzieję, że ona was o tym informowała?
Marcin – Moja córka jest narkomanką? Dlaczego nam o tym nie mówiłeś?
Mike – Nela mnie prosiła, żeby o tym wam nie mówić, ale kiedy zrezygnowała z kuracji, to ja nie mogę tego trzymać w tajemnicy.
Ewa – matko Boża, świat się dzisiaj kończy...
Marcin – Co ja mam powiedzieć jutro w mojej pracy? Co powiedzą moi koledzy, co powie właściciel radia? Nela była koleżanką jego córki.
Ewa - może oni już wszystko wiedzą, tylko przed tobą ukrywają?
Ty żyjesz jednak w świątyni obłudy. Syn właściciela twojego radia był cały rok na odwyku jak skończył średnią szkołę.
Mike - / do ojca / uspokój się, Nela ma jeszcze szanse powrotu do zdrowia, lekarz twierdzi, że nie wszystko jeszcze stracone.
Marcin – ale ja już nie wrócę do normalności. Moja kochana córka, narkomanką?
Ewa – / do męża / ja nigdy nie słyszałam, żebyś ty do niej mówił czule, jak powinien mówić jej ojciec?
Marcin - … ja również nie słyszałem, żebyś ty tak do niej mówiła. Ja ją wielokrotnie ostrzegałem przed zgubnymi skutkami tych dziecięcych eksperymentów z narkotykami.
Mike – nie wracajmy do naszego dzieciństwa, Nela nie dzieliła się ze mną osobistymi tajemnicami.
Ewa – Boże, nie wiem co ma robić i co mam mówić. Powinnam się już szykować do drugiej pracy. Mike ratuj nas drogi synu. Może ty będziesz mężczyzną w tym domu na czas choroby.
Mike – Przestańcie histeryzować, jesteście zdrowi, pełni życia, Nela jest również fizycznie zdrowa. Na świecie są większe tragedie i jakoś ludzie żyją. Dzwońcie, jak będzie się coś złego działo. Prawdopodobnie przeniosą mnie na kilka miesięcy do naszej azjatyckiej fili. Po powrocie planujemy dziecko, więc zostaniecie szczęśliwymi dziadkami.
Ewa – obawiam się, że nie doczekam…następnego dnia
Mike – Mamo, doczekasz dorosłych wnuków. Ty sobie poradzisz z kilkoma nieszczęściami naraz. Co ja mam powiedzieć? Gdybyście musieli żyć w takim stresie, jak ja, to byście nie mieli czasu na histeryzowanie…Po moim powrocie z Azji musimy się częściej spotykać. Muszę was już pożegnać…
/Mike wychodzi, w mieszkaniu zapada cisza. / Ewa podchodzi do radia i szuka stacji mówiącej po polsku, którą włącza.
/Do pokoju wchodzi Poeta/
Poeta – Co się u was dzieje? Mike zapukał do moich drzwi przed chwilą i poprosił, żebym do was przyszedł i próbował ratować was przed rodzinną awanturą, która źle się dla was skończy.
Marcin – Czy może się stać coś gorszego od tego co się dzisiaj dzieje?
Poeta – A co się dzieje? Poczytajcie w necie wiadomości ze świata, parę tysięcy mil za naszym oknem to dopiero jest globalny burdel, ale my jesteśmy pod ochroną konsumpcyjnej cenzury. Ona nas „grilluje” jako potencjalnego konsumenta firm, które czekają na klientów
Marcin – /zwracając się do poety/ Czy ty wiedziałeś, że nasza córka jest narkomanką?
Poeta – byłem przekonany, że wy o tym wiecie. Nie chciałem poruszać tego tematu. Według mnie to jest jej „mały problem” od kilku lat.
Marcin – jak ty to nazwałeś… „mały problem”?
Poeta - Ja też „eksperymentowałem” i jakoś z tego wyszedłem.
Marcin – ale ciebie zmusiło do rezygnacji, twoje słabe zdrowie, tak sam to określiłeś w rozmowie ze mną. Nela ma żelazne zdrowie i to ją zabije. Ludzie fizycznie zdrowi umierają szybciej, nie są w stanie wyjść z tego uzależnienia.
Ewa - /wraca, wchodzi do pokoju, ubrana jak do podróży/ Nigdzie nie jadę. Nie dam rady dzisiaj pracować na nocną zmianę.
Marcin – ale ty masz klucze do budynku, który sprząta wielu ludzi i oni będą czekali na ciebie pod drzwiami?
Ewa – drugie klucze ma również Dorota.
Marcin –…a jak przyjedzie policja, Dorota nie zna języka.
Ewa – ale ma papiery pozwalające jej na pracę…
Marcin – to zadzwoń do niej, co jej powiesz, dlaczego nie możesz jechać?
Ewa – powiem jej, że ty mnie porzuciłeś, będzie jej lżej na sercu, bo sama ma problemy z mężem.
Marcin – …nie mogę uwierzyć w realność dzisiejszego dnia. Wszyscy wiedzieli, że moja córka się narkotyzuje, a ja tego nie zauważyłem?
Ewa – to jest lustrzane odbicie twojego zakłamania. Ty żyjesz w wirtualnym świecie, który sam stwarzasz swoimi komentarzami, a twój świat zupełnie nie przypomina mojego świata, w którym ja żyję, pracując na chleb swoimi rękoma.
Marcin – no dobrze… daj już spokój, kiedy ty zauważyłaś, że ona się narkotyzuje?
Ewa – o tym powiedziała nam matka jej koleżanki. Nela przyrzekała poprawę pod warunkiem, że ty się o tym nie dowiesz. Miałam nadzieję, że to się uda, wierzyłam, że się z tego wyciągnie. Nela mnie zapewniała. Dopiero dzisiejsza wizyta Michała pozbawiła mnie złudzeń.
Marcin – nie powinnaś milczeć…, to był błąd…
Ewa – ty byś tego ciężaru nie udźwignął... ja cię próbowałam chronić przed szokiem, jaki sama przeżyłam. Co byś robił, gdyby właściciel, wyrzucił cię z redakcji?
Marcin – / zwracając się do żony / a czy ty w rozmowie z naszym sąsiadem, /wskazał na poetę /…rozmawiałaś o chorobie Neli, przecież on przyznał się, że o tym wiedział?
Poeta – ja się domyślałem, a nie jak ty mówisz, wiedziałem…
Ewa – nigdy o tym nie rozmawialiśmy…Ja bym już dawno rzuciła te nocne sprzątania, ale były potrzebne pieniądze na ratowanie Neli. Czy ty nie zwróciłeś uwagi, że nasze oszczędności w banku się zmniejszały, a nie powiększały, mimo mojej pracy po nocach?
Marcin – to ty zajmujesz się domowymi rachunkami…
Ewa – bo tak jest wygodniej…codzienność cię brzydzi, ale udawanie artysty poza domem cię bawi… nawet problemy własnych dzieci przegrywają z urojonym światem „intelektualisty”.
Marcin – / do żony/ daruj sobie te uwagi… Moja kochana córka nie chciała się ze mną podzielić swoimi kłopotami? Kiedy opuszczaliśmy Polskę, to moja matka mnie ostrzegała, nie próbowałem nawet jej słuchać, bo jej uwagi wydawały mi się przesadzone. Zabraliśmy jej ukochaną wnuczkę i oddaliśmy narkomanom, uciekając przed biedą. To prawdziwy koszmar.
Poeta - Pozostawcie siebie w spokoju. Nela jest dorosła, pracuje, utrzymuje się z własnych zarobków, ma koleżankę, która wygląda na osobę normalną.
Ewa – my nawet nie wiemy, czy ona pracuje, czy tylko opowiada nam o sobie zmyślone historie, aby nas uspokoić i trzymać z dala od własnej tragedii…może jest prostytutką, albo dilerem narkotyków w tym ich małym artystycznym grajdołku.
Poeta – to wy nie znacie własnej córki, nie byliście u niej w mieszkaniu?
Marcin – ona nas nie zapraszała do siebie, odkąd zamieszkała z koleżanką…
Ewa – my i ona, to są dwie różne dzielnice, dwa różne języki, dwie różne kultury. Te dwa światy nic nie łączy, nawet telewizja nas nie łączy. Oni oglądają inne programy, a my inne… my słuchamy etnicznego radia.
Poeta – lekko przesadzasz, Nela pięknie mówi po polsku, coś was jednak łączy…
Ewa – dzieci łatwo uczą się języków, przy jej zdolnościach to nie żaden wyczyn. Ona zna trzy języki doskonale, ale to jest właśnie ta pułapka w jaka wpadają te dzieciaki. Ta językowa wieża Babel w jednej głowie jest tworzona kosztem wrażliwości.
Marcin - / do żony / teraz jesteś taka mądra? Znasz dobrze tylko jeden język, więc powinno ci wystarczyć tej wrażliwości i zdolności skojarzeń, aby uchronić Nelę. Obywatelami świata nie zostaliśmy, a może zostaniemy odkupicielami grzechów naszych dzieci, uwikłanych przez nas w problemy ponad ich siły?
Poeta – w tym rachunku sumienia, ja wypadam od was znacznie gorzej. Zostawiłem dzieci w Polsce na pastwę losu i mojej samodzielnej żony, która po roku mojej nieobecności nie była już samotna, a dzieci miały ojczyma. Moja emigracja „wyzwoliła” mnie z obowiązku bycia ojcem, zostałem poetą polskiego getta.
Ewa – / do poety / O czym ty teraz mówisz, opowiadałeś nam zupełnie inną wersję twojego emigracyjnego życiorysu?
Poeta – ja również znałem zupełnie inną wersję waszego emigracyjnego sukcesu. Kiedy poznałem wasz dramat, mogę przyznać się do własnej klęski. Moje polskie dzieci zaakceptowały ojczyma i nie chcą teraz mnie znać, nawet nie odpowiadają na moje listy. Zostałem sam ze swoim pisaniem na Berdyczów. Na emigracji nie chcą czytać moich wierszy, Polska po transformacji również ma inne zmartwienia.
Marcin – Wszystkie miejsca na ziemi stają się „ziemią niczyją” dla wszystkich. To miejsce, które wybraliśmy na nowy dom, nie poznamy nigdy, a to, które porzuciliśmy również nie poznamy po latach.
Ewa – poetyckie trele morele. Co ja mam ze sobą zrobić jutro?
Poeta – Jutro będzie podobne do dzisiejszego dnia...
Ewa - Jutro, będzie ważniejsze od dnia mojego wesela z tym dżentelmenem. / wskazując męża /. Jutro poznamy dzień naszego rozwodu?
Poeta – O czym ty mówisz. Czy to jest cytat z tego nowego serialu telewizyjnego?
Ewa – To jest oczekiwanie na odczytanie wyroku losu, który już został wydany i napisany, ale jutro zostanie przeczytany.
Poeta - Nie wiem czy się dobrze domyślam, ale mnie taki wyrok odczytano 6 lat temu i żyję do dzisiaj.
Marcin – Wiedziałem, że to się kiedyś skończy awanturą, ale dlaczego dzisiaj się to stało?
Ewa - Bo wy jesteście obaj po jednych pieniądzach. Zakochani w sobie inteligenci od siedmiu boleści. Po pijaku rozwiązujecie problemy świata, a wasze własne dzieci w niewoli nałogów lub na utrzymaniu kobiet.
Marcin - Ostrzegam cię, że to źle skończy. Jesteś agresywna jak te polskie posłanki w Sejmie. Musisz się zdecydować, czy rozstrzygasz problemy dzisiejszego dnia, czy żyjesz w świecie „Alicji w krainie rozczarowań”, bo taki esej napisałem w czasach studenckich.
Ewa – Ta tragedia jednak mnie przerasta. Kto mi pomoże w najbliższych dniach, kiedy lekarz przeczyta mi wyrok napisany przez bezmyślny komputer badający stan mojej choroby?
Poeta – nie wyglądasz na chorą…
Marcin – Ewa jest o swej chorobie przekonana, ona już nawet to wie na 100 procent, tak jak wcześniej wiedziała, że musimy wyjeżdżać, bo Polska się nigdy nie podniesie. Obecne wieści z Polski utwierdzają ją w przekonaniu, że popełniła błąd. Pewnego dnia stwierdziła, że na emigracji nic nie jest nasze. Nasze to są tutaj tylko kamasze. Tak w kółko powtarza od paru tygodni.
Poeta –bo to jest prawda. Nasze to są tutaj tylko kamasze. Co tutaj, na emigracji, jest moje…ani język, ani obyczaje, ani kultura. Mitologia tego narodu, też nie jest nasza…
Marcin – może jeszcze dodasz, że banki nie są nasze, ale w Polsce również nie będziesz mógł powiedzieć, że banki są nasze. Taki jest teraz świat. /zwracając się do żony/ - Do szału mnie zaczyna doprowadzać, ta „wasza” huśtawka nastrojów… Jeszcze parę dni temu, zachwycałaś się sukcesami naszego syna, a dzisiaj rozpaczasz nad plotkami o Neli.
Ewa – oszukuj się dalej sam, tak jak oszukujesz słuchaczy radia, wciskając im informacje wyciszające niepokój Polaków, a im szykują w Polsce nowego okupanta ekonomicznego.
Marcin – W Polsce nawet dyktatura nie będzie na serio
Poeta – ale dyktaturę w Polsce może wymusić nowy właściciel Polski
Marcin – w Polsce nawet żołnierz stojący na „baczność” tak naprawdę stoi na „spocznij”.
Ewa – ale w Polsce miałam złudzenie, że jestem częścią tego narodu, że rozumiem jego dowcip kabaretowy…przejmowałam się nawet brakiem sznurka do snopowiązałek, o czym, co lato informowały media.
Poeta – ale tobą się nikt nie przejmował…
Ewa – ale moi rówieśnicy przejmowali się poezją i nawet partyjni sekretarze cytowali Norwida
Marcin – to już jest kabaret, rewizjonistka, żoną radiowego, etatowego propagandzisty… chwali reżim i przepowiada przyszłość
Ewa – ty już przesiąkłeś tym medialnym stylem komentowania… Po latach spędzonych na emigracji, w niczym nie przypominam tej naiwnej dziewczyny, której beztroską młodość stworzył, o dziwo, ten system polityczny, w którym się urodziłam.
Marcin – za chwilę się dowiemy, że to ty jesteś tą Ewą, która się sama wyrzuciła z raju?
Ewa – a ty zostanie zostaniesz Adamem, którego karmi wąż
Poeta – dzień, w którym ja się dowiedziałem o swojej chorobie, całkowicie zrujnował moje życie…Nigdy się nie pozbierałem po tej wiadomości, mimo zapewnień lekarzy, że mam to za sobą.
Marcin – przepraszam cię, ale ja mam już tego dość. Zaczynam wątpić w realność tego wieczoru, czy to jest sen, czy jawa?
Poeta – to ja już sobie pójdę…
Marcin - zostań z nami jeszcze chwilę, to co się dzisiaj dzieje, to jest zły sen. Życie na emigracji, nie powinno nam dokładać dodatkowych ciężarów. Mam wrażenie, jakby ktoś mnie zatrzymał w czasie podróży, która trwała wiele lat…
Poeta – dzisiaj wydziałem taki napis na samochodowym zderzaku: „Nie jedź za mną, sam jest zgubiony”.
Marcin – Ja zgubiłem się wiele lat temu, ale dopiero dzisiaj to sobie uświadomiłem.
Ewa – To nie ty się sam zagubiłeś. Razem zgubiliśmy drogę w tej betonowej dżungli.
Poeta – Czy wy wierzycie w to, że gdybyśmy żyli we własnym kraju, to by było łatwiej przyjmować takie wiadomości, jakie dzisiaj na was spadły z tego obcego nieba?
Ewa – dorośli ludzie nie powinni opuszczać własnego kraju. Od dnia, kiedy lekarz skierował mnie na biopsję, żyję w innym świecie. Moje dzieciństwo było zupełnie inne
Marcin – My tutaj, żyliśmy sukcesem naszych dzieci. Dzieci emigrantów mają narzucony emigracyjny imperatyw, one maja własnym sukcesem życiowym rekompensować rodzicom ich poniżenia?
Ewa – ja już nie oczekuję sukcesu własnej córki…
Poeta – Jeszcze wszystko można naprawić, można wrócić do Polski. Można wyjść z uzależnienia narkotykowego.
Marcin – …to dlaczego ty nie wracasz do Polski?
Poeta – bo nikt tam na mnie nie czeka, oni już są tacy sami jak my, żyją w świecie bezideowym, bez spolegliwości, bez współczucia dla przegranych. Oni też zostali zatomizowani… jak my.
Marcin – żarty ci się trzymają…
Poeta – ja nie żartuję, oni jeszcze nie zdają sobie sprawy, co narobili. Dziennikarze w Polsce do złudzenia przypominają ciebie, nie miałbyś najmniejszych problemów ze zmianą pracy. Oni są tak samo poprawni politycznie jak ty, tak samo jak ty czytają wiadomości spreparowane przez agencje informacyjne.
Marcin – a co mają czytać, może wiadomości wymyślone przez ciebie?
Poeta – nie udawaj, że nie rozumiesz, co ja mówię…
Marcin – ja dzisiaj nie rozumiem już niczego…jak to się stało, dlaczego moja córka mnie zawiodła? Skąd u nie tyle pogardy dla nas? Dziecko, które kocha własnych rodziców, to się nie narkotyzuje. Ja bym tego nie zrobił swojej mamie.
Ewa – to znaczy, że ty uważasz, że Nela robi to na złość mamie? Ty idioto, ja nie miałam chwili czasu, pracując na dwie zmiany. To ty się zajmowałeś dziećmi i wychowała je telewizja. Dzieci są zaprogramowane jak roboty. To ty wychowywałeś nasze dzieci
Marcin – ja z nimi rozmawiałem. Wydawało mi się, że oni rozumieją, co ja do nich mówię. Mike mnie na pewno rozumiał.
Ewa – dzisiaj nie rozstrzygniemy tego problemu...
/ dzwoni telefon /
Ewa – nie odbieraj telefonu, jeżeli to dzwoni szpital
/ Mike podchodzi do telefonu /
Mike – to dzwoni policja…
Ewa – nie odbieraj, żadnych telefonów…
/ telefon przestaje dzwonić /
Ewa – ja mam tego wszystkiego dość …
Marcin – dlaczego nie pozwalasz odbierać telefonów, może dzwonią z informacją o Neli?
Ewa – najprawdopodobniej dzwonią, bo nie wyłączono alarmu na piętrze, które miałam dzisiaj posprzątać. Jak widzisz świat bez mojej pracy się nie może obejść. Gdybyś ty nie poszedł do pracy, to by koledzy puścili muzyczkę i nikt by nie zauważył.
Poeta – to ja już was pożegnam…
Marcin – może jeszcze trochę zostaniesz, obawiam się, że po twoim wyjściu dopiero się zacznie szukanie przyczyn tej naszej tragedii…
Poeta – żegnam was, ja tę tragedię mam już za sobą. Po latach boli ona jeszcze bardziej.
/ Poeta wychodzi /
Ewa - tylko nie zaczynaj od przypomnienia, że mama cię przed tym ostrzegała
Marcin – moja matka umarła w Polsce, kiedy mnie tam nie było. Tego sobie nie wybaczę do końca mojego życia.
Ewa – moja również, ale ja musiałam pilnować moje dzieci i ona w rozmowie telefonicznej się z tym zgadzała.
Marcin – czy my to wszystko udźwigniemy?
Ewa – nie histeryzuj…
Marcin – to była moja kochana córka…
Ewa – to jest twoja kochana córka, tylko ty chcesz przestać być jej ojcem, bo nie odpowiada ona twoim oczekiwaniom… jak o niej opowiedzieć znajomym w pracy… możesz próbować kłamać.
Marcin – najpierw muszę okłamać sam siebie…
Ewa – to będzie trudniejsze niż okłamywanie własnych słuchaczy w tych pogadankach radiowych…
Marcin – daruj sobie te uwagi…
Ewa – my od kilku lat żyjemy na kilku poziomach zakłamania, ja udawałam, że nic nie wiem o twoich flirtach, mimo że czytałam twoją korespondencję internetową, ale inne sprawy wydawały mi się ważniejsze, od twoich kochanek.
Marcin – / po chwili milczenia/ bo naprawdę inne sprawy były ważniejsze. Oboje w pewnym wieku uznaliśmy, że seks nie stanowi dla nas być albo nie być. W moich flirtach poza domem również nigdy nie chciałem być zdobywcą. Byłem i jestem absolutnie lojalnym mężem. To nie powinno być tematem naszej dzisiejszej rozmowy.
Ewa – to znaczy, że myliłeś się zawsze. Nie będę medialnemu gadule tłumaczyła czegoś, co każdy mąż intuicyjnie wiedzieć powinien.
Marcin – zupełnie niepotrzebnie to komplikujesz…
Ewa – jestem samotna, słyszysz, jestem samotna…
Marcin – czy to jest również moja wina?
Ewa – to jest tylko twoja wina, to wasze rozdwojenie jaźni, to choroba zawodowa, to wasze lenistwo każe wam się wysługiwać poprawności politycznej. W polityce, co rok, to inny polityczny prorok. Ile razy ty zmieniałeś opinię o celebrytach politycznych, którzy są bohaterami sezonowymi twoich pogadanek radiowych?
Marcin – to jest naturalne, że po latach dowiadujemy czegoś nowego i zmieniamy opinię o politykach, których wcześniej chwaliliśmy. Ja chciałem odejść z tej pracy, ale to ty sama mnie namawiałaś, żebym pozostał w radio, bo to ja odwoziłem dzieci do szkoły i robiłem pranie w czasie twojej nieobecności.
Ewa – zostaw mnie na chwilę w spokoju, dzwoń do tego szpitala, muszę dzisiaj wiedzieć, kiedy się to skończy.
/ Marcin podchodzi do telefonu i zaczyna szukać numeru telefonicznego z którego dzwoniono ze szpitala /
Ewa – nie, nie dzwoń dzisiaj…
Marcin – jednak zadzwonię, nie można odkładać tego do jutra, bo się do jutra pozabijamy
/ po chwili jednak rezygnuje z kolejnej próby telefonicznego połączenia z lekarzem /
Marcin – oni są już zamknięci i tylko podają telefon prywatny lekarza
Ewa – to nas skazuje na dokończenie rozmowy…
Marcin – to jest horror na jawie, te lata spędzone na emigracji zwalniały nas od współudziału w problemach naszych rodzin w Polsce. Oni tam umierali i chorowali, informując nas o tym przez telefon. Teraz my powinniśmy ich informować o naszych klęskach.
Ewa – nie musimy im o tym mówić, bo wielu z nich już nie żyje. To jest rzeczywistość, a nie radiowy „news”. Uciekaliśmy z Polski od własnych problemów.
Marcin – a dzisiaj dowiedzieliśmy się o kilku przykrych sprawach…
Ewa – ty jednak wracasz do życia w czasie rzeczywistym. To co się dzieje dzisiaj w naszym domu jest globalna chorobą uchodźców, nie mających czasu dla własnych dzieci.
Marcin – wreszcie będziemy mieli czas dla siebie…
/ Ewa siada na fotelu i po chwili milczenia zaczyna recytować wiersz /
Ewa – Mój ty Romeo, jam twa Julia, nasz dramat dawno zapisany, ja nie chcę umrzeć, ja chcę wierzyć, że miłość zawsze będzie z nami, przez całe nasze długie życie, w różnych dnia porach i odcieniach, ja chcę zatańczyć na weselu, nie chcę umierać. Przeprowadź mnie, przez wszystkie dni, przez wszystkie pory roku, przeprowadź mnie przez lęk we śnie, i poprzez łez potoki, przeprowadź mnie przez zwątpień mgły, i przez doliny uczuć, przejdziemy razem, ja i ty, przez wszystkie lata wzruszeń, Ja nie chcę skrótów i dramatów, i błyskotliwych epilogów, bo moje własne, barwne życie, nie jest zapisem monologów, ja nie chcę błyszczeć na ekranie, za bilet co sprzedają w kinie, ma miłość będzie trwała dłużej, niż trwa poemat, Julia żyje…
Marcin – kto napisał tę piosenkę?
Ewa – nasz sąsiad poeta, mieszkający vis a vis…
Marcin – i ty się nauczyłaś tego na pamięć?
Ewa – ja próbowałam nawet to zaśpiewać…
Marcin – czy was nie łączy coś więcej niż ta piosenka?
Ewa – czy to pierwszy atak zazdrości po 20 latach obojętności…
Marcin – okazuje się, że ja nic nie wiem o własnej rodzinie.
Ewa – kompletnie już zwariowałeś, te piosenki, które on napisał, to jest kolejny powód do wstydu dla waszego radia. Wszyscy jesteście głusi jak pnie. Tylko interesują was wpływy z reklam. Nikt nie interesuje się jego twórczością. Gdyby on z wami pił wódkę, albo wam zapłacił, to byście puszczali w tym waszym radiu jego piosenki…
Marcin – ale ty wrażliwa opiekunka poetów, pocieszałaś go, ucząc się jego piosenek na pamięć? To ciekawy przypadek sponsorowania twórczości?
Ewa – znam ich wiele, na przykład ta, o artystach…
Marcin – daj sobie spokój, bo mnie za chwilę szlag trafi…
Ewa – czy ty nie czujesz się współodpowiedzialny za ten upadek mediów w obecnych czasach? Bełkot i plotka oraz sport nadawany na okrągło. Jestem ofiarą waszego radia, które codziennie słucham w samochodzie, bo boję się pozostawać sama z własnymi myślami.
Marcin – kochanie, podpowiedz mi, jaki związek ma to twoje gadanie z naszym dramatem rodzinnym?
Ewa – muszę ci jednak zacytować fragment kolejnej piosenki naszego sąsiada: Mówiłeś mi, że kochasz mnie, że tylko ja się śnię w twym śnie, że dla mnie ty zbudujesz dom, a przed mym oknem posadzisz klon, a ja wierzyłam, bo ja chciałam, mieć w domu cieślę, albo drwala, watażkę z filmu, z dzikich pól, aktora samych wielkich ról… Mój ty kochasiu z dawnej bajki, daj mi już spokój, wstań od szklanki…i trzymaj fason aż do końca, bo ja już inna …nie wierząca…
Marcin – ja również przestałem wierzyć, sobie, tobie i dzieciom…
Ewa – ale ja nie przestałam wierzyć naszym dzieciom. To tylko ty żyłeś w innym świecie. To choroba zawodowa radiowego gaduły.
Marcin – ciekawe, jak ty byś to radio robiła…
Ewa – muszę ci się do czegoś przyznać…
Marcin – tylko nie opowiadaj mi, jakie miałaś powodzenie na studiach…
Ewa – w zeszłym roku, kiedy dowiedziałam się, że Nela jest narkomanką, to kupiłam bilet i chciałam uciekać do Polski, do mojej samotnej mamy… Nie wiem, dlaczego nie pojechałam? Może było mi wstyd, że będę się musiała przed nią tłumaczyć, dlaczego ich zostawiliśmy samych…
Marcin – ona doskonale wie, że nas na to nie było stać, sama o tym mówiła…
Ewa – Mama nam tak to tłumaczyła, żeby nas usprawiedliwić, żebyśmy się nie zadręczali wyrzutami sumienia, że ich pozostawiliśmy w czasie kryzysu…
Marcin – Mam tego wszystkiego dosyć. Ja nie stworzyłem tego świata… Uciekając z Polski, ja naiwnie wierzyłem, że ten świat po drugiej stronie tego muru będzie lepszy, pozbawiony pospolitych trosk…
Ewa – no i dorośliśmy w tym nowym świecie…
Marcin – jeszcze raz ci powtarzam, ja się nie czuję przegrany
Ewa – słyszałeś ostatnią plotkę. Podobno właściciel twojego radia sprzedaje waszą stację radiową razem z budynkiem i z wami.
Marcin – takie plotki słyszałem już kilka lat temu…
Ewa – ale ta jest z wiarygodnego źródła. Stacja jest zadłużona, pod budynek brano pożyczki, wszystko jest własnością banku. Nasz dom, w którym wynajmujemy mieszkanie jest również własnością banku. Jeżeli to wszystko jest własnością banku, to również ty i twoje poglądy są własnością banku.
Marcin – to będzie dla nas poważny problem, gdzie ja znajdę pracę? My nie mamy żadnych oszczędności, tylko długi związane z kosztami wykształcenia Neli
Ewa – całe szczęście, że Mike spłacił swoje, po tych dwudziestu paru latach jesteśmy goli i w niewoli.
Marcin – ty, jak zawsze, wpadasz z jednej skrajności w drugą
Ewa – czy ty udajesz, że nie widzisz, jesteśmy w pułapce, którą sami na siebie zastawiliśmy. Jesteśmy zakładnikami tragedii w jaką wpisuje nas nasza córka. Zostaniemy bez pieniędzy, które wydajemy i będziemy wydawać na jej leczenie, bez znajomych, którzy się od nas odsuną…
Marcin – znajomych nie zabraknie, szczególnie tych, którzy będą nam współczuć…
Ewa – ale ja nie chcę wysłuchiwać dobrych rad i patrzeć na łzy współczujących…
Marcin – więc będziemy sami. Dopiero teraz zauważyłem, że ty od roku nie chcesz nikogo odwiedzać, ani nikogo przyjmować, bo ty wiedziałaś o chorobie Neli…
Ewa – a ty nie musiałeś udawać, że tego nie widzisz, bo ty żyjesz życiem innych ludzi…
Marcin – teraz zaczynam się bać…
Ewa – pół godziny temu twierdziłeś, że jestem zdrowa, tylko histeryzuję…
Marcin – bo musisz być zdrowa…do tej pory nam się wszystko układało…
Ewa – dla mnie, to się świetnie „układała” praca na dwie zmiany w ciągu jednego dnia…
Marcin – nie narzekałaś, byłaś zachwycona jego wynikami w szkole…On był twoim oczkiem w głowie, nie ja… Wśród znajomych tylko o nim opowiadałaś.
Ewa – bałam się, że ludzie nie zauważą mojego syna
Marcin – dobrze, że chociaż on był dla ciebie ważny…
Ewa – ale dzisiaj zmieniła się moja lista spraw ważnych…
Marcin – nie możemy opuszczać rąk, jeżeli chcesz wrócić do Polski, to się pakujmy i wracajmy.
Ewa – a dzieci, zostawimy ich samych, tak jak my zostawiliśmy naszych rodziców?
Marcin – one są dorosłe, będą do nas przyjeżdżać na święta
Ewa – jeżeli zostaniemy, to ja się rozsypię psychicznie oglądając dramat mojej córki. Będę sobie wmawiała, że nie jesteśmy odpowiedzialni za jej eksperymenty z narkotykami?
Marcin – Mike się obronił, a ona się uzależniła. Czy ty próbowałaś ustalić, kto to finansował, przecież my nie dawaliśmy jej na to pieniędzy.
Ewa – odkrycia tej tajemnicy boję się najbardziej. Ona tutaj popełniała błędy, ale to my ją tu przywieźliśmy.
Marcin – może byliśmy zbyt opiekuńczy. Jeżeli zostanie sama, zdana tylko na siebie, to może się obroni, tak jak to zrobił nasz sąsiad.

Ewa – przeklinam ten dzień, kiedy zdecydowałam się na emigrację…

Marcin – nie chcę przypominać ci twoich poprzednich opinii o naszym wyjeździe. Imponujący masz rozrzut oceny własnej decyzji…

Ewa – rozrzut opinii jednak mniejszy od zmiany twoich poglądów politycznych. Czy moja córka mogła się normalnie rozwijać w domu takiego obłudnika?

Marcin – a nasz syn mógł? Nasze dzieci zupełnie nie interesowały się różnicą naszych poglądów. One żyją w innym świecie, który oglądają codziennie na swoje własne oczy. My im meblowaliśmy pokój dziecięcy, ale nie ich świat.

Ewa – co będzie ze mną, kiedy ja znajdę się w szpitalu. Będę numerem statystycznym, bez rodziny, bez dzieci, z mężem uganiającym się za młodszymi koleżankami, z którymi umawia się na randki w tajemnicy przed żoną sprzątającą biurowce?
/dzwoni telefon/
Marcin - odbierz ten telefon, może oddzwania lekarz…

Ewa – dzwonią z mojej pracy, muszę jednak tam pojechać…
wrócę za godzinę.
/ Ewa wychodzi z pokoju. Marcn podchodzi do telefonu i dzwoni do poety

Marcin / do słuchawki telefonicznej / – wpadnij do mnie chociaż na chwilę, Ewa musiała jednak jechać do pracy.
/ wchodzi poeta /
Poeta - przed chwilą wziąłem stałą porcję leków na uspokojenie, które trzymają mnie w pozycji pionowej.

Marcin – musisz mi dać adres twojego lekarza, obawiam się, że ja również będę jego stałym pacjentem.

Poeta – lekarz mi radzi żebym nawet nie próbował pomagać innym rozwiązywać ich problemy, bo nie dam sobie rady ze sobą.

Marcin – ale ty, mój sąsiedzie, byłeś świadkiem tej tragedii, jaka dotknęła moją rodzinę.

Poeta – ty naprawdę nie wiesz co się stało?

Marcin – teraz już chyba wiem?

Poeta – obawiam się, że to najgorsze jest jeszcze przed tobą.

Marcin – o czym ty mówisz?

Poeta – twoja córka jest zadłużona, ona jest bankrutem.

Marcin – skąd ty to wiesz?

Poeta – tobie nic nie grozi, ona jest pełnoletnia i długi prawdopodobnie robiła długi na własnych kartach kredytowych.

Marcin – a jeżeli pożyczała pieniądze od gangsterów na narkotyki?

Poeta – ty nic o tym nie wiedziałeś, naprawdę?
Marcin – mnie samemu trudno w to uwierzyć, że ja tego wcześniej nie zauważyłem

Poeta – dla swoich słuchaczy jesteś jasnowidzem, który rozpoznaje dobro od zła, a w domu…

Marcin – czy Ewa o tym wiedziała, że Nela jest bankrutem?

Poeta – Ewa ma dość własnych zmartwień

Marcin – a ja, za co mnie los chce ukarać?

Poeta – ja ci nie pomogę, bo ja nie mam żadnych oszczędności

Marcin – ja też…jestem bankrutem kompletnym

Poeta – tak wygląda nasze życie na emigracji zarobkowej…

Marcin – mam tego dnia serdecznie dość. Muszę ci się do czegoś przyznać. Nasze życie, to znaczy moje życie i Ewy, to nie był związek kochających się gołąbków…

Poeta – ja też się muszę do czegoś przyznać. Ja o tym wiem z relacji Ewy…

Marcin – oto uroki życia w etnicznym getto…

Poeta – jak się nie rozmawia z żoną, to ona musi się zwierzać koleżance

Marcin – czy ty byłeś tą koleżanką?

Poeta – kiedy o tym opowiadała, byłem jej koleżanką…

Marcin – Czy to jest dzień sądu ostatecznego? Czekałem, aż dzieci dorosną, to ja postanowiłem zakończyć ten etap mojego życia i miałem poprosić Ewę o rozwód. Ja o tym z nią nie rozmawiałem. Dzieci są dorosłe, my również dorośli, więc…

Poeta – Ewa to przewidywała. Mówiła, że jesteś dobrze wychowany i się nie odważysz pierwszy zaproponować rozwodu…

Marcin – ale co ja teraz zrobię? Dzieci mnie przeklną, a słuchacze mojego radia uznają mnie za amoralnego oszusta, który zostawił żonę w czasie choroby? Czy ja nie mam prawa do własnego szczęścia?

Poeta – może trochę przesadzasz? Każdy z nas ma prawo do ucieczki. Ty z góry zakładasz, że to ją zabije. Ty nie wiesz jak ona się zachowa, kiedy jej to oświadczysz.

Marcin – właśnie przedstawiła mi własne poglądy, dotyczące mojej roli jako ojca. Nigdy tak do mnie nie mówiła.

Poeta – bo z nią nie rozmawiałeś

Marcin – ja nie mogę jej zostawić, kto się nią zajmie w czasie rekonwalescencji, po operacji. Przecież ona tu nikogo nie ma.

Poeta – A może się mylisz kolejny raz?

Marcin – Kto by jej pomógł?

Poeta – A może ja?

Marcin – Ty ???

Marcin wstaje z fotela… i wychodzi z własnego mieszkania nie oglądając się za siebie. Poeta zostaje sam. Dzwoni telefon. Poeta odbiera głośno mówiący telefon.
- Poproszę Marcina…
/ Poeta odpowiada /
- Marcin wyszedł z domu, wychodząc nie powiedział mi, kiedy wróci, jedź uważnie, poczekam na ciebie.



Koniec jednoaktowego dramatu dwojga ludzi.


Autor: Wojciech K. Borkowski
Chicago, Illinois






drukuj Wersja do druku